niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 11.

29 Marzec, godzina 15.05
Justin szybkim krokiem odszedł, a ja stałam przed domem i nie potrafiłam się ruszyć, ani nijak zareagować. Pytanie Justina nie zakłopotało mnie, ale sprawiło, że uświadomiłam sobie wiele rzeczy. Pełna myśli, po otworzeniu drzwi kluczem, weszłam do domu i rozebrawszy się ze skórzanej kurtki i trampek, ruszyłam do swojego pokoju. Nie witałam się z rodzicami, gdyż ich jak zwykle nie było. Szurając stopami o podłogę weszłam do mojego pokoju i rzuciwszy gdzieś na bok torbę, położyłam się na łóżku. Wpatrywałam się w biały sufit i myślałam o mnie, o Justinie. Nasza znajomość, przyjaźń mimo, że nie trwa najdłużej, rozwinęła się w znacznie głębsze uczucie, przynajmniej z mojej strony. Nie potrafiłabym powiedzieć, że Justin jest moim przyjacielem, gdyż był kimś znacznie mi bliższym. Strasznie mi na nim zależało, przede wszystkim chciałam jego szczęścia, bezpieczeństwa, chciałam być z nim blisko, czuć jego obecność. Czy mogę nazwać to uczucie miłością? Myślę, że tak. Od kilku tygodni kocham Justina, tylko nie potrafiłam się do tego przyznać przed samą sobą. Tylko co znaczyły słowa Justina 'Może powinniśmy być razem?'. Nie miałam pojęcia, co powinnam myśleć. Jego słowa sprawiły, że miałam nadzieję, że czuje do mnie coś więcej, tak jak ja do niego.
Nie chcąc dłużej już rozmyślać, wstałam z łóżka i przebrawszy się w luźne szare dresy, ruszyłam schodami do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki jogurt, który miał mi zastąpić obiad i udałam się do salonu, gdzie rozłożywszy się na kanapie, zaczęłam oglądać telewizję.
*perspektywa Justina*
29 Marzec, około godziny 19
Zaczynało się już robić ciemno, zimno, a ja wciąż chodziłem po wąskich ścieżkach parku. Co tam robiłem? Zbyt dużo myśli nie pozwoliło mi usiedzieć w domu, gdzie mama co chwilę wypytywała mnie czy wszystko jest ok. Myślałem nad tym, o co tak właściwie byłem zazdrosny. W końcu się przyznałem przed samym sobą. Byłem cholernie zazdrosny, gdy zobaczyłem Darcy, do której, wręcz kleił się ten nowy koleś, ale dzięki temu zdarzeniu  uświadomiłem sobie, co czuję. Uświadomiłem sobie, że to ja powinienem siedzieć na miejscu tego chłopaka, powinienem rozśmieszać Darcy. Zrozumiałem, że uczucie, którym darzyłem Darcy nie mogłem nazywać tylko zauroczeniem powiązanym z przyjaźnią. Ja ją pokochałem. Stała się dla mnie kimś ważnym, bardzo ważnym. Chciałem jej szczęścia, bliskości, a przede wszystkim, żeby odwzajemniała moje uczucie. Rozpierała mną złość, że do tej pory nie wyznałem Dars swoich uczuć. Wiedziałem, że muszę to zrobić jak najszybciej. Usiadłem na ławce i opierając łokcie o uda, przetarłem twarz dłońmi. Ściągnąłem z głowy czarno-szarego snapbacka i przeczesałem włosy dłonią. Westchnąłem i założywszy z powrotem czapkę, spojrzałem przed siebie. Wiedziałem, co mam zrobić.
*perspektywa Darcy*
Od dłuższego czasu siedziałam w salonie i pusto patrzyłam się w telewizor, w którym jak zwykle nie było nic interesującego. Usłyszałam dzwonek sygnalizujący przychodzące połączenie i zerwałam się z kanapy. Przebiegłam schody, omijając co drugi stopień i wszedłszy do mojego pokoju, zaczęłam się rozglądać za telefonem, który nie przestawał dzwonić. Rozglądnęłam się wokół siebie i zauważywszy przedmiot, którego poszukiwałam, wzięłam go do dłoni. Nie patrząc od kogo jest połączenie pośpieszne odebrałam telefon.
-Tak, słucham?- powiedziałam grzecznie.
-Cześć Darcy- zaczął niepewnie Justin, a moje serce na dźwięk jego głosu przyśpieszyło rytm bicia- Wiem, że nie zachowałem się dzisiaj w porządku i bardzo cię za to przepraszam. - chłopak wziął głęboki oddech- Proszę, spotkajmy się. To bardzo ważne. Będę czekał w Central Parku, przyjdź szybko.
Justin nie czekając na moją odpowiedź, zakończył rozmowę. Przestraszyłam się i byłam ciekawa, co takiego chce mi przekazać chłopak. Schowałam telefon do kieszeni dresów i szybko zbiegłam po schodach. Założyłam na nogi adidasy i narzuciłam na siebie sportową kurtkę. Truchcikiem dobiegłam do przystanku, ale na moje nieszczęście autobus odjechał mi tuż przed nosem, więc nie zatrzymując się, biegłam dalej w kieunku Central Parku,który znajdował się kilka przecznic dalej. Na ulicach dzisiaj był wyjątkowy ruch, a na dworzu panowała przyjazna temperatura. Usłyszałam kolejny raz tego dnia dzwonek telefonu i wyciągnąwszy telefon z dresów odebrałam połączenie od Justina.
-Halo? - zapytałam idąc szybkim krokiem przed siebie.
-Darcy, gdzie jesteś?- zadał mi pytanie Justin.
-Zaraz będę. Nie - zaczęłam, gdy zauważyłam, że stoję na środku drogi, a w moją stronę zbliża się rozpędzony samochód. Nijak nie potrafiłam się ruszyć. Czułam jakby moje nogi po prostu wrosły w asfaltową nawierzchnię. Jasne światła znacznie się zbliżyły, a ja poczułam ogromny ból.
Okropny hałas.
Ciemność.
Błoga cisza.
_____________________________________________________________
Witam wszystkich czytający. Dopadła mnie wena i już jakieś dwa dni temu napisałam rozdział. Dzisiaj go poprawiłam i go dodaję. Mam nadzieję, że się spodobał ;) wiem, że jest krótki, nawet bardzo, ale musiałam tutaj zakończyć. Następny będzie znacznie dłuższy ;)

piątek, 29 marca 2013

Rozdiał 10.

22 Marca, godzina 22.06
Po kilku godzinach oglądania różnych filmów, z małymi przerwami na jedzenie i potrzeby fizjologiczne, zmęczona ziewnęłam. Justin, w którego była wtulona posłał mi radosny uśmiech, który odwzajemniłam. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i włączywszy go, sprawdziłam, która jest obecnie godzina. Gdy na ekranie mojego IPhone'a zauważyłam godzinę 22, przerażona późną godziną, nagle zerwałam się na równe nogi. Stojąc przodem do telewizora powoli odwróciłam głowę w stronę Justina.
-Wiesz, która już godzina?- zapytałam z wyczuwalnym przerażeniem w głosie.- Już po 10. Dziękuję za miły wieczór, ale muszę lecieć.
Skończyłam mówić i szybkim ruchem dałam Justinowi buziaka w policzek i wybiegłam z salonu, udając się do przedpokoju, w którym założyłam trampki.
-Pa!-krzyknęłam otwierając drzwi.
-Darcy!-usłyszałam krzyk Justina, ale w tym samym momencie zatrzasnęłam drzwi i nie czekając na chłopaka pobiegłam truchcikiem do domu.

29 Marzec, godzina 10.30
Miniony tydzień minął w zabójczym tempie. Na następny dzień po wagarach moi rodzice dostali telefon, że babcia zmarła, więc wyjechaliśmy na kilka dni do Londynu. Wypłakałam się za wszystkie czasy i teraz jakoś się trzymam. Justin wspierał mnie cały czas i gdy czułam się gorzej dzwoniłam do niego. Jego głos działał na mnie naprawdę uspokajająco. Dzięki niemu przeżyłam pobyt w Wielkiej Brytanii. Teraz wiem, co tak naprawdę do niego czuję. To nie było już zwykłe zauroczenie. To było znacznie mocniejsze uczucie.
Po usłyszeniu dzwonka oznajmiającego koniec lekcji, spakowałam książki do torby i wstałam z krzesełka, następnie je zasuwając. Założyłam torbę na ramię i nie patrząc przed siebie ruszyłam ku wyjściu z klasy. Po przejściu kilku kroków poczułam mocne uderzenie. Powoli podniosłam głowę ku górze i ujrzałam przed sobą wysokiego, przystojnego (oczywiście Justinowi nie dorastał do pięt) chłopaka, prawdopodobnie w moim wieku.
-Ymmm.. przepraszam- odezwałam się nie śmiało spuszczając wzrok z brązowych tęczówek chłopaka.
-Nie to ja przepraszam. Zagapiłem się w kartkę i nie patrzyłem przed siebie. Z resztą nieważne. Tay, Taylor- powiedział chłopak, wyciągając w moją stronę rękę.
-Darcy- odpowiedziałam ściskając dłoń chłopaka.- Chyba jesteś tu nowy, co nie?
-um. Tak. Niedawno się wprowadziłem do Nowego Jorku i - zaczął chłopak, jednak nie dane było mu skończyć, gdyż obok nas pojawiła się Amber.
-Tay! Jak ty możesz rozmawiać z tą sierotą!?- krzyknęła szatynka, a ja posłałam jeden z najbardziej sztucznych uśmiechów świata.
-Chodź z tąd!- ponownie krzyknęła szatynka i pociągnęła Tay'a za rękę. Odchodząc chłopak odwrócił się do mnie i posłał mi przepraszający uśmiech. Gdy zniknęli mi z oczu, otrząsnęłam się i głośno wzdychając poszłam do szafki.
Lekcje minęły bardzo szybko i gdy tylko zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji, szybko wybiegłam z klasy i zahaczając uprzednio o szafkę wyszłam ze szkoły. Była naprawdę miła pogoda jak na koniec marca. Świeciło słońce, nie wiał wiatr. Z uśmiechem usiadłam na pobliskiej ławce przed szkołą w celu zaczekania na Justina, który kończył dzisiaj lekcje o tej samej porze co ja. Odłożyłam torbę obok siebie i oparwszy się o ławkę zamknęłam oczy. Rozmyślałam o wszystkim i o niczym, gdy poczułam jak ktos zajmuje miejsce obok mnie. Ktosiek usiadł tak blisko, że stykaliśmy się ramieniami, więc byłam pewna, że to Justin.
-Stęskniłam się- powiedziałam nie otwierając wciąż oczu.
-Ledwo co się znamy, a ty juz za mną tęsknisz- powiedział ktoś, kto na pewno nie był Justinem.
-Co!?- krzyknęłam zrywając się z ławki. Odwróciłam się w stronę osobnika siedzącego na ławce, po czym ponownie zajęłam miejsce obok nowopoznanego kolegi, Taylora.
-Przepraszam- powiedziałam lekko zmieszana.- Myślałam, że to ktoś inny.
-A co nie cieszysz się na towarzystwo przystojnego, wręcz idealnego młodzieńca Taylora?- zapytał się chłopak, wypinając dumnie pierś i udając powagę.
-Tak i zapomniałeś dodać, że skromnego- powiedziałam posyłając uśmiech w stronę chłopaka, który odwzajemnił. Odwróciłam głowę w stronę wejścia do szkoły. Kilkanaście metrów przed nami stał uważnie przyglądający się mi Justin.
                                                   *PERSPEKTYWA JUSTINA*
Może to dziwne, ale gdy zauważyłem ją z tym nowym chłopakiem siedzących tak blisko, poczułem nieprzyjemne ukłucie w sercu. Darcy podniosła głowę i spojrzała na mnie, szeroko się uśmiechając. Nie odwzajemniłem uśmiechu, bo po prostu nie potrafiłem. Czy byłem zazdrosny? Niby nie miałem o co, z resztą nie byliśmy z Darcy parą, ale strasznie mi na niej zależało. Na pewno bardziej niż na przyjaciółce. Trochę przytłoczony spuściłem wzrok i ruszyłem w stronę najbliższego przystanku. Zrobiłem kilka kroków, gdy poczułem czyjś dotyk na ramieniu. Powoli odwróciłem głowę w stronę osoby, która mnie dotknęła.
-O! Justin. Jak my dawno nie rozmawialiśmy.- zaczęła mówić do mnie szatynka, Amber.- Wiesz jak już Ci się znudziła ta blondyna to możemy pogadać, czy coś.
Amber skończyła mówić, a ja nie darząc jej nawet spojrzeniem w oczy, odwróciłem się i szybkim krokiem ruszyłem na przystanek. Ku mojemu szczęściu nie musiałem nawet czekać, bo autobus przyjechał akurat wtedy, gdy doszedłem na przystanek.

Kierowca otworzył drzwi autobusu, a ja patrząc na czubki swoich butów, szybko wyszedłem z pojazdu. Zrobiłem kilka kroków w stronę mojego domu i poczułem, że w kogoś wpadłem.
-Przepraszam- wydukałem cicho, nie podnosząc nawet wzroku na osobę, z którą się zderzyłem. Wyminąwszy ją ruszyłem w kierunku swojego domu. Nie minęło nawet kilkanaście sekund, gdy za sobą usłyszałem krzyk wołający moje imię.
-Justin!- usłyszawszy to odwróciłem i się podniosłem wzrok na twarz dziewczyny, którą była Dars. Dziewczyna ryszyła w moim kierunku, a gdy znalazła się tuż obok mnie, nie odzywając się odwróciłem się w kierunku mojego domu i powoli zacząłem iść.
-Czy coś się stało? - zapytała mnie spokojnie Darcy, idąc tuż obok mnie. Co chwilę jej dłoń ocierała się o moją, co wprawiało moje serce w znacznie szybsze tempo bicia.
-Nie - odpowiedziałem, ale po chwili ugryzłem się w język, gdyż zabrzmiało to zbyt oschle. Byłem zły na siebie, że nie potrafię zrobić kolejnego kroku w stosunku do Darcy, a zarazem byłem zazdrosny o gościa, z którym siedziała przed szkołą. Doszliśmy w ciszy pod dom blondynki, który znajdował się po drodze do mojego.
-Cześć- rzuciłem krótko i zrobiłem dosłownie dwa kroki, bo zatrzymał mnie szept Darcy, dochodzący zza moich pleców.
-Jesteś zazdrosny. - usłyszawszy to odwróciłem się twarzą do dziewczyny, która z niedowierzaniem kręciła głową.
-Wcale nie- odpowiedziałem po dłuższej chwili.
-Dlaczego? Nawet nie jesteśmy razem. - rzekła dziewczyna, patrząc prosto w moje oczy. Ich niezwykły niebieski kolor mnie hipnotyzował i sprawiał, że zapominałem, gdzie się znajduję. To spowodowało, że nawet nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Spuściłem wzrok na czubki swoich butów, myśląc nad tym, co powinienem odpowiedzieć.
-Nie odpowiesz mi?- ponownie spytała mnie Darcy.
-Może to błąd, że nie jesteśmy razem? Tak w ogóle, czy nasz pocałunek cokolwiek dla ciebie znaczył?- zapytałem i nie czekając na odpowiedź dziewczyny, odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem poszedłem do domu.
 

__________________________________________________________________________
Wiem, że krótki,  przepraszam. Chciałam cokolwiek dodać, żebyście nie musięli dłużej czekać. Mam nadzieję, że nie ma wielu błędów i da się to jakoś przeczytać ;)
Odnośnie do kolejnych rozdziałów. Następny rozdział postaram się dodać jak najszybciej, żebyście nie musieli długo czekać. Kolejny może wyjść również krótki, bo mam zaplanowaną akcję i wiem w jakim momencie będę musiała skończyć. No to tyle. Mam nadzieję, że się spodoba.
PROSZĘ, KOMENTUJCIE! TO WILE DLA MNIE ZNACZY! ;)

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 9.

22 Marzec, godzina 14.35
 Usiadłam po turecku na skórzanej kanapie w salonie Justina i oparłam się bokiem o oparcie. W mojej głowie rodziło się tysiące myśli związanych z dotychczasowym życiem, ale jak i z tym przeszłym. Przed moimi oczami pojawiały się różne obrazy przypominające mi dawne życie, życie w Londynie. Tęskniłam za tym miastem, ale każda myśl o nim przypominała mi o problemach i niemiłych wydarzeniach związanych z tym miastem. Zamknęłam oczy, żeby choć na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. Nie było to w cale takie proste, jakby się zdawało. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam przed siebie. Widziałam kuchnię, w której krzątał się Justin, przygotowując gorącą herbatę. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek, aż on obrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął. Zawstydzona spuściłam głowę i oblałam się rumieńcem.
-Ile słodzisz? - zapytał się mnie chłopak, krzycząc z kuchni.
-Dwie łyżeczki-odpowiedziałam, bawiąc się swoimi palcami, które w tamtej chwili wydały się bardzo interesujące. Czułam wibrujący telefon w kieszeni spodni, ale nie zwracałam na niego uwagi. Nie miałam nawet najmniejszej ochoty rozmawiać z rodzicami. Wyciągnęłam telefon z kieszenie i po prostu go wyłączyłam. Schowałam go z powrotem do spodni i spojrzałam w stronę Justina. Chłopak właśnie szedł w moją stronę, niosąc dwa kubki.
-Proszę- powiedział do mnie, wyciągając jedn kubek w moją stronę. Chwyciłam go w obie ręce i wpatrywałam się w kubek, przyglądając się parującej cieczy. Justin usiadł po turecku naprzeciwko mnie, tak, że mogliśmy swobodnie widzieć swoje twarze.
-Ssyyy...aaa..aaa- usłyszałam dziwne odgłosy wydawane przez chłopaka. Spojrzałam w jego stronę. Machał ręką przed językiem, który wystawił z buzi. Niekontrolowanie wybuchnęłam śmiechem, widząc Justina ze śmieszną miną.
-No co? Poparzyłem się- powiedział chłopak sepleniąc, ale mimo to się uśmiechał. Pokiwałam twierdząco głową, dając znak, że zrozumiałam jego słowa, po czym ponownie spuściłam głowę, a uśmiech znikł z mojej twarzy. Wiadomość, o której nie dawno się dowiedziałam, znów dała mi o sobie znać. Z trudem powstrzymywałam cisnące się do oczu łzy. Poczułam wielką ochotę opowiedzenia i wygadania się Justinowi. Połknęłam łyk gorącej herbaty i odłożyłam kubek na stolik stojący obok kanapy. Zaczęłam bawić się swoimi palcami. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na twarz Justina.
-Pewnie dziwi Cię, moje zachowanie, ale babcia była, znaczy jest dla mnie naprawdę ważna. Czasami czuję, że jest mi nawet bliższa niż rodzice- zaczęłam mówić. Spuściłam głowę, ponieważ do moich oczu zaczęły napływać łzy, a widok stawał się coraz bardziej zamazany. - Gdy miałam około 5 lat, widywałam się z babcią co weekend. Razem piekłyśmy, chociaż może powinnam powiedzieć, babcia piekła, a ja jej przeszkadzałam. Śpiewałyśmy piosenki, a ja mając wolne ręce zawsze wystukiwałam rytm piosenek, których nawet nie znałam. Babcia to zauważyła, więc na moje szóste urodziny kupiła mi gitarę. Uczyła mnie na niej grać, pokazywała mi chwyty, a gdy już je mniej więcej ogarnęłam zaczęłam mnie uczyć piosenek. Pamiętam jak wieczorami siadałyśmy na huśtawce przed jej domem na obrzeżach Londynu. Grałam na gitarze, a babcia śpiewała. To dzięki niej pokochałam muzykę- powiedziałam i poczułam jak jedna łza spadła mi na kolano. Dłońmi wytarłam mokre policzki. - Później rodzice zaczęli pracować znacznie więcej, a że nie chcieli, żebym w wieku 9 lat  zostawała sama na noc w domu, poprosili babcię, żeby się do nas wprowadziła. Zgodziła się bez wahania, bo mieszkała sama. Dziadek, jej mąż zmarł kilka lat wcześniej na zawał. Babcia odprowadzała mnie do szkoły, odrabiała ze mną zadania, a najważniejsze stała się moją przyjaciółką. Miałam również inną przyjaciółkę, Anne. Robiłyśmy razem wszystko, siedziałyśmy w jednej ławce, wygłupiałyśmy się. Niestety po 6 latach znajomości, oddaliłyśmy się od siebie, aż w końcu Anne zaczęła mnie unikać. Nie było miło.Zaczęłam chodzić na imprezy, żeby zapomnieć. Może i nie piłam alkoholu, ale głośna muzyka zagłuszała moje myśli. Na jednej z imprez poznałam Samanthę i Andy'iego. Od samego początku wiedzieli kim jestem. Wtedy nie wydawało mi się to dziwne. Byli starsi ode mnie o kilka lat, ale mimo to znaleźliśmy wspólny język. Zaprzyjaźniłam się z nimi, ale pomiędzy mną, a Andy'm, tak mi się wydawało, było znacznie większe uczucie. Teraz nie wiem, czy mogłabym powiedzieć, że się w nim zakochałam, po prostu zależało mi na nim i zostaliśmy parą. Po jakimś miesiącu znajomości Andy zaproponował, żebyśmy poszli do studia. Krótka rozmowa z tatą i wszystko było załatwione. Andy nagrał sobie demo, a potem zniknął wraz z Samanthą. Kilka dni próbowałam się do nich dodzwonić, ale nikt nie odbierał moich telefonów, więc postanowiłam, że ich odwiedzę.- przerwałam na chwilę, żeby wziąć głęboki oddech. Powycierałam dłońmi mokre od łez policzki i naciągnęłam na dłonie rękawy bluzy Justina, którą miałam na sobie. Gdy już się trochę uspokoiłam, kontynuowałam- Byłam niedaleko domu Samanthy, gdy zauważyłam ją i Andiego. Razem. Trzymali się za ręce, później nawet się pocałowali. W pewnym momencie zauważyli mnie i po prostu zaczęli się śmiać. Poczułam się jakbym dostała liścia w twarz. Czułam się zdradzona, oszukana, a najgorsze było to, że wmówiłam sobie, że to moja wina, że nie byłam wystarczająco ładna dla Andy'iego. Przestałam normalnie jeść, chowałam jedzenie w pokoju i gdzie tylko się dało. Wymiotowałam, gdy byłam sama w domu. Niszczyłam swój organizm, aż trafiłam do szpitala, gdy zemdlałam w szkole. Dzięki babci udało mi się pokonać anoreksję. Była przy mnie, namawiała mnie, żebym zjadła cokolwiek. Gdyby nie ona...ja...ja nie wiem.....czy bym tutaj jeszcze była- powiedziałam i schowałam twarz w dłonie. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Zawdzięczałam babci naprawdę wiele, a teraz miałam się z nią pożegnać na zawsze. Poczułam, że Justin wstał z kanapy, ale nie podniosłam głowy.
-Darcy-usłyszałam szept chłopaka tuż obok mnie. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam kucającego obok mnie chłopak. Usiadłam normalnie i odwróciłam się w jego stronę, a on zbliżył się do mnie i po prostu otoczył mnie swoimi ramionami. Wybuchnęłam jeszcze głośniejszym szlochem, a Justin głaskał mnie po plecach. Było mi tak dobrze. Wdychałam zapach perfum Justina powoli uspokajając swój oddech. Gdy już się uspokoiłam lekko odsunęłam się od Justina i posłałam w jego stronę lekki uśmiech. Chłopak zbliżył swoją dłoń do mojej twarzy i kciukiem odgarnął z moich policzków mokre od łez włosy. Lekko wyprostował nogi, zbliżając tym swoją twarz do mojej. Złożył delikatny pocałunek na moim czole i powoli się odsunął. Justin posłał mi słodki uśmiech i wstał.
-Zaraz wrócę- powiedział po czym ruszył na wyższe piętro do swojego pokoju. Nie minęły dwie minuty, a usłyszałam stukot stóp Justina o schody.
-O kurde!- usłyszałam krzyk Justina, więc szybko spojrzałam w stronę schodów. Justin nadepnął jedną nogą na końcówkę puchatego koca, który niósł w rękach i wywrócił się, uderzając tyłkiem o schody. Z trudem powstrzymywałam śmiech, więc spuściłam wzrok na swoje dłonie.
-Nie ładnie się tak śmiać z czyjegoś upadku-powiedział do mnie chłopak z rozbawieniem w głosie i zajął miejsce obok mnie. Nakrył nas kocem i włączył pilotem telewizor.
-Co powiesz na maraton filmowy?- zapytał się Justin.
-Z chęcią- odpowiedziałam szczerze się uśmiechając.
________________________________________________
No to mamy 9 rozdział ;)
Przepraszam za długą nieobecność.