piątek, 29 marca 2013

Rozdiał 10.

22 Marca, godzina 22.06
Po kilku godzinach oglądania różnych filmów, z małymi przerwami na jedzenie i potrzeby fizjologiczne, zmęczona ziewnęłam. Justin, w którego była wtulona posłał mi radosny uśmiech, który odwzajemniłam. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i włączywszy go, sprawdziłam, która jest obecnie godzina. Gdy na ekranie mojego IPhone'a zauważyłam godzinę 22, przerażona późną godziną, nagle zerwałam się na równe nogi. Stojąc przodem do telewizora powoli odwróciłam głowę w stronę Justina.
-Wiesz, która już godzina?- zapytałam z wyczuwalnym przerażeniem w głosie.- Już po 10. Dziękuję za miły wieczór, ale muszę lecieć.
Skończyłam mówić i szybkim ruchem dałam Justinowi buziaka w policzek i wybiegłam z salonu, udając się do przedpokoju, w którym założyłam trampki.
-Pa!-krzyknęłam otwierając drzwi.
-Darcy!-usłyszałam krzyk Justina, ale w tym samym momencie zatrzasnęłam drzwi i nie czekając na chłopaka pobiegłam truchcikiem do domu.

29 Marzec, godzina 10.30
Miniony tydzień minął w zabójczym tempie. Na następny dzień po wagarach moi rodzice dostali telefon, że babcia zmarła, więc wyjechaliśmy na kilka dni do Londynu. Wypłakałam się za wszystkie czasy i teraz jakoś się trzymam. Justin wspierał mnie cały czas i gdy czułam się gorzej dzwoniłam do niego. Jego głos działał na mnie naprawdę uspokajająco. Dzięki niemu przeżyłam pobyt w Wielkiej Brytanii. Teraz wiem, co tak naprawdę do niego czuję. To nie było już zwykłe zauroczenie. To było znacznie mocniejsze uczucie.
Po usłyszeniu dzwonka oznajmiającego koniec lekcji, spakowałam książki do torby i wstałam z krzesełka, następnie je zasuwając. Założyłam torbę na ramię i nie patrząc przed siebie ruszyłam ku wyjściu z klasy. Po przejściu kilku kroków poczułam mocne uderzenie. Powoli podniosłam głowę ku górze i ujrzałam przed sobą wysokiego, przystojnego (oczywiście Justinowi nie dorastał do pięt) chłopaka, prawdopodobnie w moim wieku.
-Ymmm.. przepraszam- odezwałam się nie śmiało spuszczając wzrok z brązowych tęczówek chłopaka.
-Nie to ja przepraszam. Zagapiłem się w kartkę i nie patrzyłem przed siebie. Z resztą nieważne. Tay, Taylor- powiedział chłopak, wyciągając w moją stronę rękę.
-Darcy- odpowiedziałam ściskając dłoń chłopaka.- Chyba jesteś tu nowy, co nie?
-um. Tak. Niedawno się wprowadziłem do Nowego Jorku i - zaczął chłopak, jednak nie dane było mu skończyć, gdyż obok nas pojawiła się Amber.
-Tay! Jak ty możesz rozmawiać z tą sierotą!?- krzyknęła szatynka, a ja posłałam jeden z najbardziej sztucznych uśmiechów świata.
-Chodź z tąd!- ponownie krzyknęła szatynka i pociągnęła Tay'a za rękę. Odchodząc chłopak odwrócił się do mnie i posłał mi przepraszający uśmiech. Gdy zniknęli mi z oczu, otrząsnęłam się i głośno wzdychając poszłam do szafki.
Lekcje minęły bardzo szybko i gdy tylko zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji, szybko wybiegłam z klasy i zahaczając uprzednio o szafkę wyszłam ze szkoły. Była naprawdę miła pogoda jak na koniec marca. Świeciło słońce, nie wiał wiatr. Z uśmiechem usiadłam na pobliskiej ławce przed szkołą w celu zaczekania na Justina, który kończył dzisiaj lekcje o tej samej porze co ja. Odłożyłam torbę obok siebie i oparwszy się o ławkę zamknęłam oczy. Rozmyślałam o wszystkim i o niczym, gdy poczułam jak ktos zajmuje miejsce obok mnie. Ktosiek usiadł tak blisko, że stykaliśmy się ramieniami, więc byłam pewna, że to Justin.
-Stęskniłam się- powiedziałam nie otwierając wciąż oczu.
-Ledwo co się znamy, a ty juz za mną tęsknisz- powiedział ktoś, kto na pewno nie był Justinem.
-Co!?- krzyknęłam zrywając się z ławki. Odwróciłam się w stronę osobnika siedzącego na ławce, po czym ponownie zajęłam miejsce obok nowopoznanego kolegi, Taylora.
-Przepraszam- powiedziałam lekko zmieszana.- Myślałam, że to ktoś inny.
-A co nie cieszysz się na towarzystwo przystojnego, wręcz idealnego młodzieńca Taylora?- zapytał się chłopak, wypinając dumnie pierś i udając powagę.
-Tak i zapomniałeś dodać, że skromnego- powiedziałam posyłając uśmiech w stronę chłopaka, który odwzajemnił. Odwróciłam głowę w stronę wejścia do szkoły. Kilkanaście metrów przed nami stał uważnie przyglądający się mi Justin.
                                                   *PERSPEKTYWA JUSTINA*
Może to dziwne, ale gdy zauważyłem ją z tym nowym chłopakiem siedzących tak blisko, poczułem nieprzyjemne ukłucie w sercu. Darcy podniosła głowę i spojrzała na mnie, szeroko się uśmiechając. Nie odwzajemniłem uśmiechu, bo po prostu nie potrafiłem. Czy byłem zazdrosny? Niby nie miałem o co, z resztą nie byliśmy z Darcy parą, ale strasznie mi na niej zależało. Na pewno bardziej niż na przyjaciółce. Trochę przytłoczony spuściłem wzrok i ruszyłem w stronę najbliższego przystanku. Zrobiłem kilka kroków, gdy poczułem czyjś dotyk na ramieniu. Powoli odwróciłem głowę w stronę osoby, która mnie dotknęła.
-O! Justin. Jak my dawno nie rozmawialiśmy.- zaczęła mówić do mnie szatynka, Amber.- Wiesz jak już Ci się znudziła ta blondyna to możemy pogadać, czy coś.
Amber skończyła mówić, a ja nie darząc jej nawet spojrzeniem w oczy, odwróciłem się i szybkim krokiem ruszyłem na przystanek. Ku mojemu szczęściu nie musiałem nawet czekać, bo autobus przyjechał akurat wtedy, gdy doszedłem na przystanek.

Kierowca otworzył drzwi autobusu, a ja patrząc na czubki swoich butów, szybko wyszedłem z pojazdu. Zrobiłem kilka kroków w stronę mojego domu i poczułem, że w kogoś wpadłem.
-Przepraszam- wydukałem cicho, nie podnosząc nawet wzroku na osobę, z którą się zderzyłem. Wyminąwszy ją ruszyłem w kierunku swojego domu. Nie minęło nawet kilkanaście sekund, gdy za sobą usłyszałem krzyk wołający moje imię.
-Justin!- usłyszawszy to odwróciłem i się podniosłem wzrok na twarz dziewczyny, którą była Dars. Dziewczyna ryszyła w moim kierunku, a gdy znalazła się tuż obok mnie, nie odzywając się odwróciłem się w kierunku mojego domu i powoli zacząłem iść.
-Czy coś się stało? - zapytała mnie spokojnie Darcy, idąc tuż obok mnie. Co chwilę jej dłoń ocierała się o moją, co wprawiało moje serce w znacznie szybsze tempo bicia.
-Nie - odpowiedziałem, ale po chwili ugryzłem się w język, gdyż zabrzmiało to zbyt oschle. Byłem zły na siebie, że nie potrafię zrobić kolejnego kroku w stosunku do Darcy, a zarazem byłem zazdrosny o gościa, z którym siedziała przed szkołą. Doszliśmy w ciszy pod dom blondynki, który znajdował się po drodze do mojego.
-Cześć- rzuciłem krótko i zrobiłem dosłownie dwa kroki, bo zatrzymał mnie szept Darcy, dochodzący zza moich pleców.
-Jesteś zazdrosny. - usłyszawszy to odwróciłem się twarzą do dziewczyny, która z niedowierzaniem kręciła głową.
-Wcale nie- odpowiedziałem po dłuższej chwili.
-Dlaczego? Nawet nie jesteśmy razem. - rzekła dziewczyna, patrząc prosto w moje oczy. Ich niezwykły niebieski kolor mnie hipnotyzował i sprawiał, że zapominałem, gdzie się znajduję. To spowodowało, że nawet nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Spuściłem wzrok na czubki swoich butów, myśląc nad tym, co powinienem odpowiedzieć.
-Nie odpowiesz mi?- ponownie spytała mnie Darcy.
-Może to błąd, że nie jesteśmy razem? Tak w ogóle, czy nasz pocałunek cokolwiek dla ciebie znaczył?- zapytałem i nie czekając na odpowiedź dziewczyny, odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem poszedłem do domu.
 

__________________________________________________________________________
Wiem, że krótki,  przepraszam. Chciałam cokolwiek dodać, żebyście nie musięli dłużej czekać. Mam nadzieję, że nie ma wielu błędów i da się to jakoś przeczytać ;)
Odnośnie do kolejnych rozdziałów. Następny rozdział postaram się dodać jak najszybciej, żebyście nie musieli długo czekać. Kolejny może wyjść również krótki, bo mam zaplanowaną akcję i wiem w jakim momencie będę musiała skończyć. No to tyle. Mam nadzieję, że się spodoba.
PROSZĘ, KOMENTUJCIE! TO WILE DLA MNIE ZNACZY! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz