-Proszę Darcy, nie żartuj sobie- powiedział wystraszony Justin.
-Niestety nie żartuję-odparłam, stojąc na lewej nodze, a Jus widząc moją trochę przerażoną twarz zrozumiał, że nie żartuję. Złapał się za głowę i zaczął chodzić w tą i z powrotem.
-To wszystko przeze mnie- udało mi się usłyszeć szept chłopaka.
-Halo, Justin! Ja tutaj stoję i to nie przez ciebie- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Musimy coś zrobić. Może pojedziemy do szpitala albo zadzwonię po mamę. O, możemy też pojechać autobusem do lekarza, mogę też zanieść cię na rękach nawet pod sam dom...
-Spokojnie, ja nie umieram. To tylko kostka i przestań w końcu chodzić w te i we w te.- rzekłam uspokajająco do Justina, a on nagle się zatrzymał.
-Jak mam być spokojny, jak przeze mnie masz najprawdopodobniej skręconą kostkę?
-Tak po prostu. I powtarzam ci po raz kolejny, to nie przez ciebie.
Justin przytaknął twierdząco i odwrócił się do mnie tyłem wyciągając w moją stronę ręce.
-Wskakuj!- powiedział śmiejąc się Justin.-No na co czekasz?
-Bo wiesz, nie mam jak wskoczyć. Na jednej nodze raczej nie dam rady.- rzekłam, po czym cicho się zaśmiałam. Dziwne, ale przy nim nawet nie czułam, że objętość mojej kostki wzrosła prawdopodobnie dwa razy. Kuśtykając na jednej nodze doszłam do ławki, na której następnie usiadłam.
-Teraz możesz kucnąć, a ja usiądę Ci na barana.-rzekłam uśmiechając się. Justin posłuchał mnie i kucnął przede mną. Usiadłam na jego plecach, a ręce obwinęłam wokół jego szyi. Gdy Justin wstał, położyłam głowę na jego plecach i ścisnęłam jeszcze mocniej jego szyję. Do mojego nosa doszedł słodki zapach perfum Justina, a przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Nie mówię nawet o tempie bicia mojego serca, bo miałam wrażenie jakby chciało zaraz wyskoczyć. Możliwe, że w ciągu zaledwie dwóch dni w kimś się zakochałam? Jeszcze jakiś rok temu, osobę, która by to powiedziała wyśmiałabym w twarz, a teraz? Po prostu bym się do tego przyznała. To co się ze mną działo było dziwne. Ten miły dreszcz przechodzący przez moje ciało gdy przypadkowo Justin dotknął mojej skóry albo gdy zobaczyłam go na przerwie w szkole. To chyba nienormalne. Ale ja chyba jestem normalna, co nie? Just był dla mnie ideałem, póki co na pewno z wyglądu, bo nie udało mi się poznać jego charakteru.
-Dars?- powiedział ledwo mówiąc Justin- Wiem, że ładnie pachnę, ale możesz trochę mniej ściskać moją szyję, chyba, że chcesz, żeby takie ciacho jak ja się udusiło.-Jus zaśmiał się, a ja momentalnie poluźniłam uścisk.
-Chciałbyś być ciachem, co nie? Przykro mi, ale to tylko w snach- powiedziałam udając powagę.
-Coś ty powiedziała? Chcesz iść na nogach?-droczył się ze mną brunet.
Weszliśmy, a właściwie Justin wszedł, do kawiarni koło przystanku i mnie puścił. Usiadłam na najbliższym krześle, a brunet zajął miejsce naprzeciwko mnie.
12 Luty, godzina 15.30
Z pomocą Justina udało mi się wysiąść z autobusu, ale niestety do domu miałam jeszcze jakieś pół kilometra. Chłopak nic nie mówiąc, podniósł mnie tak, że znów siedziałam na jego ramionach. Droczyliśmy się i rozmawialiśmy na różne tematy, gdy obok nas zatrzymał się taki sam samochód, jakim wczoraj kierowała szatynka z mojej klasy. Usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi, a chwilę później przed nami stanęła moja "ukochana" koleżanka.
-Cześć Amber- rzucił do szatynki Justin.
-Cześć!? Co ty tu z NIĄ robisz!?- krzyknęła szatynka wskazując na mnie palcem, a ja wyciągnęłam w jej stronę język.
-Amber to Darcy, Darcy to Amber- powiedział brunet zachowując spokój.
-Ta, niemiło mi poznać- rzekła Amber, po czym sztucznie się uśmiechnęła.- Tak się składa, że już się znamy.
-Amber, przestań!
-Ja? A co ja mam przestać? To chyba ty powinieneś przestać, a nie ja. - mówiła z wyrzutem szatynka w stronę chłopaka- Z resztą, mam już dość. Żegnam!
Amber zła wsiadła do samochodu i z piskiem opon odjechała, a Justin ruszył dalej w kierunku mojego domu. Przez resztę drogi prawie w ogóle się nie odzywał, a gdy go o coś pytałam odpowiadał tak, nie lub nie wiem. W końcu odpuściłam i wracaliśmy w ciszy. Będąc tuż przed moim domem Justin puścił mnie i lekko się uśmiechnął.
-Kiedyś ci to wytłumaczę. Do zobaczenia- powiedział chłopak i odszedł. Weszłam do mojego domu, ściągnęłam zimowe nakrycie i położyłam się na kanapie przed telewizorem w salonie.
16 Marzec, godzina 17.57
Słońce właśnie zaszło, a ja siedziałam na parapecie i wpatrywałam się jak zapada zmrok, a na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy. Wstałam z parapetu i podeszłam do mojego łóżka. Kucnęłam przed nim i wyciągnęłam z pod niego duży czarny pokrowiec. Rozpięłam zamek, a moim oczom ukazała się moja niewyciągana przez długi okres czasu gitara. Wzięłam ją do rąk i z powrotem usiadłam na parapecie. Lewą ręką złapałam chwyt G, a prawą ręką zaczęłam uderzać w struny. Z gitary zaczęła wydobywać się nieznana mi melodia. Wczułam się w grę i myślałam o moim życiu. Nieco się zmieniło przez ten miesiąc. Moje uczucie do Justina, że je tak nazwę, nieczysto przyjacielskie znacznie wzrosło i czasem ciężko mi było nie patrzeć w Justina jak w obrazek.Z Justinem staliśmy się przyjaciółmi. Z czasem co raz częściej się spotykaliśmy, wygłupialiśmy. Gdy wychodziliśmy na miasto, mieliśmy często szczęście, że spotykaliśmy Amber, a ona się wściekała i później dokuczała mi w szkole. Nie wiem, czy mówiłam, ale okazało się, że jest dziewczyną Justina. Jednak przez moje częste obserwacje chłopaka, zauważyłam, że okazują sobie miłość tylko i wyłącznie gdy znajduje się przy nich ktoś ze szkoły. Natomiast gdy są sami ciągle się kłócą. Dziwne, nie? Niestety Justin póki co nie chciał mi nic powiedzieć i spławiał mnie tekstami typu "kiedyś ci powiem", "później ci to wytłumaczę", więc odpuściłam.Wracając do mnie i do Justina. Pomiędzy nami powstała magiczna więź. Magiczna więź polegająca na zaufaniu, wspieraniu się nawet w błahych sprawach i powierzaniu swoich sekretów. On stał się dla mnie kimś naprawdę ważnym i dziwne, że po miesiącu znajomości mogę powiedzieć z ręką na sercu, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jeżeli chodzi o traktowanie mnie w szkole. Niewiele się zmieniło. Salkin, Martin, Amber i parę innych osób wciąż z niewiadomych powodów mi dokuczają, ale już się przyzwyczaiłam, ale za to poznałam kilka osób, z którymi bez problemu się dogaduję.
Zeszłam z parapetu, odłożyłam gitarę i poszłam do mojej garderoby w celu znalezienia ciuchów pasujących na szkolną imprezę, która ta właściwie już się zaczęła. Stałam jakieś 5 minut na środku pomieszczenia i nie wpadłam na żaden pomysł. Ciuchów mnóstwo, ale jak przyjdzie coś ubrać to pierwsze słowa cisnące mi się na usta brzmią " nie mam co na siebie włożyć", jednak myślę, że nie tylko ja mam takie problemy. Zrezygnowana usiadłam na podłodze przed lustrem i wpatrywałam się w swoje odbicie. Dwie minuty patrzenia w siebie nie pomogły. Rozejrzałam się jeszcze raz i w kącie jednej szafy zauważyłam wiszącą luźną koszulę bez rękawów. Dopasowałam resztę rzeczy i poszłam wziąć szybki prysznic. Mokre włosy wysuszyłam suszarką i wyprostowałam. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam wcześniej wybrane ciuchy. Zamówiłam taksówkę, popsikałam się ulubionymi perfumami, zarzuciłam na siebie płaszcz i wyszłam przed dom.
16 Marzec, godzina 18.44
Weszłam, już trochę spóźniona, na salę gimnastyczną, na której odbywała się impreza. Przy ścianach ustawione były stoliki z napojami i przekąskami, a obok nich stały ławki. Na ścianach porozwieszane były balony. W sali panował półmrok, a jedynym źródłem światła była kula dyskotekowa, kręcąca się nad tańczącą młodzieżą. Na jednej ławce zauważyłam Justina obejmującego Amber. Dziewczyna uśmiechała się i coś mówiła, a brunet nie odzywał się w ogóle i tylko czasami się do niej uśmiechnął. Niestety uśmiech chłopaka nie był szczery, był raczej wymuszany. Nie zastanawiając się, wolnym krokiem ruszyłam w stronę pary siedzącej na ławce.
***PERSPEKTYWA JUSTINA**
Siedziałem na ławce obejmując Amber i co jakiś czas sztucznie się do niej uśmiechałem, żeby nie zauważyła, że myślami jestem w ogóle w innym miejscu. Patrzyłem na szczęśliwe twarze tańczących znajomych, zakochanych par. Chciałbym być tutaj z osobą, na której naprawdę mi zależy i dzięki, której na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Nie wiem czemu, ale gdy tak myślałem w mojej głowie pojawiała się uśmiechnięta twarz Darcy. Ta blondynka stała się kimś naprawdę mi bliskim. Mógłbym spędzać w jej towarzystwie każdą sekundę. Jej pozytywne nastawienie, ciągły uśmiech na twarzy zawsze poprawiał mi humor. Obróciłem lekko głowę, a moim oczom ukazał się najlepszy widok jaki mogłem sobie teraz wyobrazić. Przy drzwiach zauważyłem rozglądającą się Dars. Odwróciłem się do Amber i wymuszając lekki uśmiech, udawałem, że interesuje mnie to, co do mnie mówi.
-To odpowiesz mi? Zadałam Ci to samo pytanie już trzeci raz, więc łaskawie mógłbyś mi odpowiedzieć- powiedziała do mnie z wyrzutem Amber- Przepraszam, mam już ciebie dość i tego całego związku.
-Ja również-pomyślałem.
Amber wstała z ławki, na której siedzieliśmy. Minęła idącą w moim kierunku Darcy i zniknęła gdzieś w tłumie. Blondynka podeszła do mnie, a ja automatycznie na przywitanie pocałowałem ją w policzek. Na twarzy Dars pojawił się lekki rumieniec, a ja ten widok szeroko, pierwszy raz dzisiaj, szczerze się uśmiechnąłem. Ale czekaj, czekaj.... Co ja zrobiłem!? Pocałowałem ją w policzek? Nie wiem czemu, ale gdy to do mnie dotarło moje serce przyśpieszyło tempo bicia i w ogóle tego nie żałowałem, a raczej poczułem się z siebie zadowolony, że chociaż w taki sposób pokazałem jej, że jest dla mnie ważna.
-Pięknie wyglądasz- skomplementowałem wygląd mojej przyjaciółki, mówiąc jej do ucha, gdyż głośna muzyka nie pozwalała nam normalnie rozmawiać.
-Dziękuję, ty również wyglądasz całkiem, całkiem.- odpowiedziała mi Dars.
-Tylko całkiem, całkiem?
-Nie, wyglądasz pięknie Justinku.- rzekła blondynka, po czym się zaśmiała.
-To może zatańczymy? - zapytałem nieśmiało dziewczynę. Uśmiechnąłem się patrząc w jej oczy.
-Z tobą zawsze.- odpowiedziała mi blondynka. Chciałem złapać jej dłoń, gdy...
___________________________________________________________
No to jest 3 rozdział.
Dziękuję każdemu, kto choć raz tu zaglądnął. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz więcej wejśc.;)
Przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne i stylistyczne. Tych ostatnich może być wiele, bo napisanie tego rozdziału przyszło mi naprawdę ciężko.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Moja prośba;
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
POKAŻCIE MI, ŻE MAM DLA KOGO PISAĆ.
Następny rozdział w sobotę lub niedzielę ;)
A tutaj jeszcze zdjęcie Justina ;)
Do następnego !. Xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz