-Aaaaa!-pisnęłam ze strachu. gdy niespodziewanie, zauważyłam w swoim pokoju rozglądającą się Amber. Co ta ździra tutaj robi?
-Masz jeszcze czelność tutaj przychodzić?-powiedziałam kpiąco w stronę Amber.- Najlepiej stąd wyjdź zanim ja ci w tym pomogę.
Amber głośno westchnęła i jak gdyby nigdy nic, usiadła na moim łóżku. Podniosłam ze zdiwienia brwi i szerzej otworzyłam oczy.
-Uważaj, bo ci gałki oczne wypadną. Z resztą, nieważne. Przyszłam tutaj, bo zmusili mnie rodzice. Przypadkowo zauważyli jak umieszczam twoje zdjęcie na internecie, więc kazali mi je usunąć i cię przeprosić inaczej zabraliby mi telefon i wyłączyli internet- powiedziała Amber, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem- Ale nie myśl, że żałuję tego co zrobiłam. Więc "przepraszam".- skończyla mówić i spojrzała w moją stronę.
-I co myślisz, że to coś załatwi? To zdjęcie wiele osób zdążyło już ściągnąć.Ale wiesz w jaki sposób możesz mnie przeprosić? Wychodząc stąd i więcej się do mnie nie zbliżając.- powiedziałam i otworzyłam drzwi do mojego pokoju.-Pozwól, że pomogę. Tutaj jest wyjście.
Amber wstała i sztucznie się uśmiechając wyszła z mojego pokoju. Zamknęłam za nią drzwi i zła zjechałam po nich. Siedziałam na podłodze i wpatrywałam się w gwiazdy, będące widoczne w moim oknie. Z moich oczu popłynęły łzy, bo znów uświadomiłam sobie jakie zdjęcie, już każdy w szkole zdążył zobaczyć. Było mi wstyd, smutno... Najchętniej nie wyszłabym więcej z mojego pokoju. Zamknęłabym drzwi na klucz i nikogo nie wpuszczała. Byłabym tylko ja i mój odizolowany świat. Zero bólu, smutku, ale również zero szczęścia, radości... Ten odilozowany świat to jednak zły pomysł. Nie doświadczyłabym wspaniałego uczucia zakochania, miłości, przyjaźni. Wytarłam wilgotne policzki i spróbowałam wziąć głęboki oddech, żeby nie wybuchnąć płaczem. Niestety nie udało się i z moim oczu zaczęły lecieć kolejne łzy. Z trudem łapałam oddech, więc wyobraziłam sobie, że przede mną stoi uśmiechnięty Justin. Powoli się uspokajałam, ale gdy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę go tu nie ma znów wybuchnęłam głośnym szlochem. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o drzwi. Usłyszałam ciche pukanie w drzwi, więc powoli wstałam. Policzyłam do dziesięciu, żeby chociaż trochę się uspokoić. Przetarłam rękawem bluzy policzki i złapałam za klamkę. Docisnęłam ją w dół i otworzyłam drzwi.
-Mówiłam, że nie ma..-przerwałam, gdy przede mną ujrzałam uśmiechającego się Justina, ale gdy spojrzał w moje oczy nie nabrał się się na mój sztuczny uśmiech. Chłopak spoważniał i po prostu do mnie podszedł. Otoczył mnie swoimi ramionami i dał to wspaniałe poczucie bezpieczeństwa.Pocierał swoją dłonią moje plecy.Nie wytrzymałam i wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem, a brunet mocniej przycisnął mnie do siebie.
-Umm, przepraszam- powiedziałam cicho, odsuwając się od Justina. Wpuściłam go do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Przetarłam mokre policzki i odwróciłam się w stronę bruneta.
-Cieszę się, że jesteś, ale miałeś wrócić jutro. Coś się stało?- spytałam siadając na moim łóżku tuż obok Justina.
-Ściemniłem rodzicom, że mam jakiś ważny sprawdzian, więc wróciliśmy dzisiaj- powiedział Justin i zaczął bawić się swoimi palcami- Stęskniłem się za tobą.
-Ja za tobą też-odpowiedziałam i spojrzałam na Justina, który podniósł swoją głowę i spojrzał w moje oczy. Nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać, a moje ciało ogarnęła fala gorąca. Mój oddech znacznie przyśpieszył. Stykaliśmy się czołami. Przeniosłam wzrok z oczu Justina na jego malinowe wargi, a on połączył nasze usta.
Usłyszałam głośne pukanie w drzwi do mojego pokoju. Ocknęłam się i podniosłam głowę z kolan. Rozglądnęłam po miejscu, w którym się znajdowałam. Wciąż siedziałam na podłodze w moim pokoju. Byłam cała ścierpnięta i wszystkie kości mnie bolały.
-Darcy, Darcy! Jesteś tam?- usłyszałam głos mojego taty. Powoli wstałam z niewygodnej podłogi i otworzyłam drzwi.
-Jestem. Coś się stało?-spytałam się, rozciągając i ziewając przy tym
-Mama zrobiła kolację.-odpowiedział mój tato uśmiechając się szeroko- No chodź.
Skończył i wyciągnął mnie za rękę z pokoju.
21 Marzec, godzina 13.57
Wysiadłam właśnie z autobusu i ruszyłam w stronę mojego domu. Byłam ledwo żywa. Od rana katar i kaszel nie dawały mi spokoju. Czułam się fatalnie, a jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę było położenie się pod ciepłą kołdrę z kubkiem ananasowej zielonej herbaty. Niestety nie było takiej możliwości, bo znajdowałam się na chodniku przy drodze na osiedlu, na którym mieszkałam. Wykończona również psychicznie nie miałam na nic siły ani ochoty. W szkole wciąż wszyscy się ze mnie śmieją, a osoby, z którymi rozmawiałam czasami na przerwach, przestały odpowiadać mi nawet głupie "cześć". Nie było ogólnie miło. No nic. Muszę podnieść głowę do góry i starać się być silna.
Wpięłam wsuwkę we włosy, gdy nagle poczułam jak czyjaś ręka zasłania mi oczy. Pisnęłam ze strachu, ale gdy do mojego nosa doszedł słodki zapach perfum "napastnika", zaczęłam się śmiać. Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą uśmiechającego się Justina. Nagle poczułam swędzenie w nosie i psiknęłam chyba trzy razy.
-Przepraszam, ale teraz chodź tu do mnie- powiedziałam i rozłożyłam ręce w celu pokazania Justinowi, że chcę, żeby mnie przytulił. Ten szybko do mnie podszedł i ścisnął mnie z całej siły. Z trudem łapałam oddech i skończyło się na tym, że zaczęłam kaszleć.
-Uduszę się zaraz- wychlipiałam, a Justin leciutko poluźnił uścisk- No trochę lepiej-skończyłam głęboko oddychając.
-Stęskniłem się za tobą, wiesz?-powiedział Justin i pocałował mnie w czubek głowy. CO ZROBIŁ??? Chyba nigdy nie umyję głowy. Uśmiechnęłam się i powoli odsunęłam się od Justina, chociaż jakbym mogła to nigdy bym tego nie zrobiła.
-Ja tam za tobą w cale-powiedziałam starając się nie uśmiechnąć.
-Jak możesz tak mówić? Foch-brunet udał obrażonego i odwrócił głowę. Podniosłam ramiona i ruszyłam w kierunku domu. Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Nie zrobiłam nawet dwóch kroków, a obok mnie pojawił się Justin.
-Ale to ja miałem focha, a nie ty...ale to nie ważne, bo nie potrafię się na ciebie gniewać.
-Ale mnie walnął zaszczyt- powiedziałam i się uśmiechnęłam- A tak już na poważnie, to słyszałam, że rozstałeś się z Amber. I przepraszam, że to powiem, ale nie jest mi przykro. Ona..
-Tak mi też. Dars muszę ci coś powiedzieć...-powiedział do mnie tajemniczo Justin.
21 Marzec, godzina 16.30
Siedzieliśmy z Justinem naprzeciwko siebie na moim łóżko. Gadaliśmy już od jakiś dwóch godzin o wszystkim i o niczym. Po prostu miło spędzaliśmy czas.
-Miałem Ci o czymś powiedzieć tylko proszę nie przerywaj mi- powiedział do mnie Justin i lekko się uśmiechnął.-Był sylwester, więc razem z paczką ludzi, w tym z Amber wybraliśmy się za miasto do domku kumpla. Zabawa świetnie się zaczęła. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy i po prostu się wygłupialiśmy. Nawet nie zauważyłem kiedy ktoś wniósł do domku alkohol. Pełno wódki, szampana. Każda miał się napić najpierw po kieliszku. Wypiłem pierwszy kieliszek, a gorzki smak rozszedł się po mojej jamie ustnej. Wzrokiem obiegłem wszystkich i uśmiechnąłem się na widok skrzywionych min. Ktoś chwycił butelkę wódki i nalał wszystkim po kieliszku. Wziąłem kieliszek do ręki i przyłożyłem do ust. Przechyliłem głowę do tyłu i zawartość kieliszka znalazła się w moich ustach. Szybko przełknąłem napój i lekko się skrzywiłem. Miało się skończyć na jednym kieliszku, a skończyło się na tym, że nie pamiętałem nawet odliczania przed 12. Rano z okropnym bólem głowy obudziłem się przytulając nogę od stołu. Nie wiedziałem jak się tam znalazłem. Z trudem wstałem z podłogi i udałem się do kuchni, żeby czegoś się napić. W kuchni zastałem Amber. Już wtedy nie darzyłem jej jakąkolwiek sympatią Zawsze wywyższała się ponad innych i myślała, że jest lepsza. Spojrzałem na nią, bo poczułem na sobie jej wzrok. Dziwnie się do mnie uśmiechnęła. Wyciągnąłem butelkę wody z lodówki i usiadłem naprzeciwko niej. Cały czas wlepiała we mnie swoje oczy, więc zapytałem się, czy mam coś na twarzy. Ona zaczęła opowiadać mi co zrobiłem ubiegłej nocy. Nie chciałem jej wierzyć, ale gdy zaczęła pokazywać mi moje zdjęcia, w różnych dziwnych pozycjach, sytuacjach, nie wiedziałem co mam myśleć.Miałem mętlik w głowie. Oczywiście kazałem jej usunąć zdjęcia, ale tak jak myślałem, ona zawsze oczekuje czegoś w zamian. I tak było tym razem. Zaczęła mnie szantażować, że będę jej "chłopakiem" albo umieści te zdjęcia na internecie i każdy dowie się co takiego robię po za szkołą. Po długim zastanowieniu się zgodziłem się. Gdy weszliśmy do szkoły pierwszy raz trzymając się za ręce znaleźliśmy się na językach wszystkich. O to jej właśnie chodziło. Każdy mój gest, który wykonywałem w jej stronę był zapoczątkowany szantażem. Zmuszała mnie do wszystkiego, a ja głupi robiłem wszystko co chciała. Później pojawiłaś się ty i sprawa się skomplikowała- skończył wypowiedź Justin i odetchnął. - Mówię Ci to, bo nie chcę, żebyś myślała, że kłócę się ze wszystkimi dziewczynami i traktuję je jak przedmiot.
-Dlatego, gdy byliście sami nie okazywaliście sobie uczuć- Justin pokiwał lekko głową- Czyli nie pierwszy raz zrobiła komuś coś związanego ze zdjęciami.-powiedziałam nie zdjaąc sobie sprawy o czym zaczęłam mówić.
-Co masz na myśli?-spytał mnie chłopak.
-Nie nic.- odpowiedziałam szybko, a gdy zdałam sobie sprawę, że w oczach zbierają mi się łzy, wstałam z łóżka i stanęłam przy oknie. Założyłam ręce na piersiach i zaczęłam nimi pocierać ramiona.
-Dars, co ona ci zrobiła?-zadał mi pytanie Justin troskliwym głosem.
-Mówiłam, że nic.-powiedziałam, a z moich oczu poleciały łzy, które zaraz szybko powycierałam rękawem mojego swetra.
-Przecież widzę...
Głośno westchnęłam i podeszłam do mojego biurka. Z górnej szuflady wyciągnęłam poskładaną kartkę i podeszłam do łóżka, na którym siedział chłopak.
-Zobacz- powiedziałam i podałam Justinowi kartkę. Odeszłam od łóżka i znów stanęłam przy oknie wpatrując się w widoki za oknem. Słyszałam jak Justin powoli odgina poskładaną kartkę. Na chwilę odwróciłam w jego kierunku głowę i spojrzałam na niego. Wpatrywał się w kartkę od Amber i co chwilę otwierał buzię, ale zaraz ją zamykał. Z powrotem się odwróciłam do okna i po prostu dałam upust emocjom. Z moich oczu popłynęły łzy. Patrzyłam się przed siebie i czekałam na jakąkolwiek reakcję Justina. Nie przejmowałam się makijażem, albo tym, że będę miała mokrą koszulkę. Musiałam się wypłakać. Nagle poczułam ręce Justina na moich ramionach. Delikatnie mnie odwrócił i po prostu mnie przytulił. Tego potrzebowałam. Bliskości. Poczucia wsparcia.
-Mogę ją zabić, co nie? -szepnął do mnie Justin.
-Nie- odszepnęłam lekko kiwając głową na boki, wciąż tuląc Justina i wdychając jego zapach.
-Wiesz, że możesz na mnie zawsze liczyć?
-Tak.- odpowiedziałam cicho i podniosłam głowę, w celu spojrzenia w tęczówki Justina. Ich brązowy kolor powodował, że nie potrafiłam się od nich oderwać. Wpatrywaliśmy się w siebie jak zahipnotyzowani. W pewnym momencie Justin zbliżył swoją twarz do mojej, zmniejszając między nami odległość. Przyjemne ciepło przeszło po moim ciele, a stado motyli obudziło się w moim brzuchu. Podniosłam lekko głowę, a nasze usta złączyły się w słodkim, delikatnym pocałunku.
___________________________________________________
No to mamy rozdział 6. Dziękuję wszystkim za wejścia ;)
Mam nadzieję,że rozdział się spodoba, bo naprawdę ciężko było mi go napisać.
Przepraszam za wszystkie błędy, ale nie mam siły sprawdzać. ;)
Proszę CZYTASZ=KOMENTUJESZ .....
Napisanie komentarza trwa zaledwie niecałą minutę, gdy mi napisanie rozdziału zajmuje około 3 godzin. Więc proszę;)
Zapraszam na mojego twittera : @macyofficial1 ;>
KOCHAM WAS! <3
Fajny blog :D Mam nadzieje, że będziesz dodawać kolejne rozdziały bo są one naprawdę ciekawe :) xx
OdpowiedzUsuńI love u♫ jesteś najlepsza
OdpowiedzUsuń