-Już jesteśmy- szepnął mi do ucha Justin i powoli zabrał swoją rękę z moich oczu. Ze zdumienia otworzyłam buzię i z ciekawością wpatrywałam się w widok przede mną. Staliśmy na szczycie góry, na zielonej polanie, a przed nami rozciągał się piękny widok. Błękitne niebo, pola, a w oddali widać było różne małe miasteczka, które za pewne mijaliśmy.
-Widzę, że Ci się tu podoba - powiedział Justin, po czym się zaśmiał i dłonią popchnął moją żuchwę, żebym zamknęła usta.
-Tak i to bardzo- odpowiedziałam i spojrzałam na twarz Justina. Uśmiechnęliśmy się do siebie, po czym przeniosłam wzrok na widok przede mną. Chłopak poszedł kawałek dalej i usiadł na ziemi, obejmując kolana. Rozejrzałam się wokół siebie, zachwycając się miejscem. Dla osoby mieszkającej całe życie w wielkich miastach taki widok to naprawdę coś niesamowitego.Dzięki temu, zupełnie zapomniałam, że zerwałam się ze szkoły i że mogę mieć problemy. Cieszyłam się chwilą, chwilą wytchnienia od codzienności, problemów. Podeszłam do Justina i usiadłam obok niego. Patrzył się w jakiś daleki punkt i nawet mnie nie zauważył.
-O czym myślisz?-spytałam, wytrącając chłopaka z zamyślenia, a ten spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-O wszystkim, o życiu.-odpowiedział, podnosząc wzrok przed siebie.- Tak się zastanawiam, jak będzie wyglądać moje życie za kilka lat. Chciałbym robić rzeczy, które raczej są niemożliwe.
-Dlaczego? Impossible is nothing- powiedziałam- Musisz po prostu dawać z siebie wszystko, a wtedy osiągniesz swój cel.
-Tylko, że mój cel jest nieosiągalny.-powiedział chłopak i spuścił głowę- ...nierealny.
-Zdradź mi swój cel, a pomogę Ci go osiągnąć- rzekłam do Justina, a ten podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-Jak? Moją pasją jest muzyka, a w tej branży ciężko się wybić.-powiedział - Chciałbym tworzyć muzykę, dzielić się nią z innymi. Kocham śpiewać, zamykać się we własnym świecie.
-I wyrażać przez to siebie, swoje emocje - powiedziałam i popatrzyłam się przed siebie. Po krótkiej chwili znów spojrzałam na twarz Justina. Lekko się uśmiechał i śpiewał pod nosem jakąś piosenkę. Widziałam po nim, że muzyka znaczy dla niego naprawdę wiele. Chciałam mu pomóc spełniać marzenia i na szczęście wiedziałam jak mu mogę pomóc.
-Justin zaśpiewaj coś- powiedziałam uśmiechając się. Spojrzałam na twarz chłopaka, który lekko się uśmiechnął. Objął mnie ręką i pogładził nią po plecach.
Oh, no,
oh, no, oh
They say that hate has been sent
So let loose the talk of love (of love, of love)
Before they outlaw the kiss
Baby, give me one last hug
There's a dream that I've been chasing
Want so badly for it to be reality.
And when you hold my hand
And I understand that it's meant to be.
'cause baby when you're with me...
It's like an angel came by and took me to heaven (came by and took me to heaven)
'cause when i stare in your eyes it couldn't be better (I don't want you to go, oh no, so)
Let the music blast
We gonna do our dance
Bring the doubters on
They don't matter at all
'cause this life's too long
And this love's too strong
So baby know for sure
That I'll never let you go
Justin skończył śpiewać, a mnie odjęło mowę. Czy on musi być taki idealny? Nie mówiąc o tym, że dokończył moją piosenkę i zapamiętał melodię, to do tego śpiewał to z prawdziwym uczuciem. Słuchanie jego głosu było czystą przyjemnością. Spojrzałam na twarz bruneta i szeroko się do niego uśmiechnęłam.
-Wiem jak mogę Ci pomóc- powiedziałam bez namysłu, ale mimo to, nie żałowałam, że to powiedziałam.
-Jak?- zapytał się mnie ciekawy chłopak.
-Nie mówiłam Ci, ale mój tato, Simon Cowell ma wytwórnię płytową. Możesz nagrać póki co demo, ale jeśli spodobasz się mojemu ojcu, może coś więcej.- rzekłam i czekałam na reakcję Justina.
-Dziękuję, że chcesz mi pomóc, ale to byłoby za łatwe.- powiedział chłopak.
-Możesz nagrać demo i wysyłać je na różne konkursy, do wytwórni płytowych.- Odpowiedziałam i spojrzałam na twarz chłopaka, a ten wysłał do mnie uroczy uśmiech.
-Dziękuję- powiedział, po czym nachylił się nade mną i musnął mój policzek.
"Oddech...pamiętaj o oddechu! " - gadałam do siebie w myślach, żeby tylko się nie zarumienić. Uśmiechnęłam się do chłopaka i objęłam go ręką w pasie, wtulając się w niego.
-Dziękuję -szepnęłam do niego patrząc przed siebie.
-Za co?-spytał się mnie chłopak, całując mnie w czubek głowy.
-Że mnie tu zabrałeś, że jesteś tutaj ze mną- powiedziałam, wdychając zapach perfum Justina.- I że dokończyłeś moją piosenkę.
-To była czysta przyjemność.
Zapanowała cisza, ale nie była ona niezręczna. Była przyjemna. Pozwała mi się nacieszyć naszą bliskością i nadawała wspaniały nastrój. Nie za bardzo się ruszając jedną ręką wyciągnęłam IPhone'a i spojrzałam na wyświetlacz. Zdziwiłam się, gdy na wyświetlaczu ujrzałam 7 nieodebranych połączeń od mamy, 9 nieodebranych od taty i 2 wiadomości, które były jednakowej treści.
"Jak będziesz mogła oddzwoń. To naprawdę ważne. Mama"
Przeczytałam wiadomość w myślach, a serce podskoczyło mi do gardła. Miałam złe przeczucia.
-Przepraszam- powiedziałam, po czym powoli wstałam, wyswobodzając się z uścisku Justina.
*****PERSPEKTYWA JUSTINA*****
-No kurde! Głupi zasięg- mówiła wyciągając się jak najbardziej mogła. Chodziła w różne kierunku, a ja nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Zażenowany swoim zachowaniem spuściłem głowę i przeczesałem ręką włosy.
-O, MAM! - krzyknęła głośno Darcy, aż podskoczyłem ze strachu. Zaśmiałem się i wstałem z trawy. Otrzepałem spodnie i ruszyłem w kierunku blondynki, która trzymała telefon przy uchu.
- Mamo to ja .. Nie mogłam odebrać.....Dlaczego dzwoniłaś? - mówiła Dars- Co?- krzyknęła przestraszona dziewczyna, a telefon wypadł jej z ręki. W jej oczach zaczęły zbierać się łzy, które zaraz spłynęły po jej policzkach. Podszedłem bliżej niej i podniosłem z ziemi telefon. Schowałem go do kieszeni i nie zastanawiając się przytuliłem roztrzęsioną dziewczynę. Nie mogłem patrzeć jak płaczę, więc pokazując jej, że ma u mnie wsparcie, pocałowałem jej czubek głowy. Darcy mocniej się we mnie wtuliła i zaczęła cicho łkać.
-Darcy, co się stało?-powiedziałem nachylony do ucha dziewczyny.
-Proszę, jedźmy z powrotem.-powiedziała cicho, że ledwo co ją zrozumiałem. Złapałem Dars za dłoń i powoli ruszyliśmy ścieżką do samochodu. Na szczęście schodzenie z górki zajęło nam połowę mniej czasu, więc po niecałych 20 minutach staliśmy przy samochodzie. Puściłem rękę Dars i otworzyłem jej drzwi do auta. Dziewczyna wsiadła, po czym zatrzasnąłem drzwi. Martwiłem się o nią. Cały czas płakała i w ogóle się nie odzywała. Bałem się, że stało się coś naprawdę strasznego. Obszedłem samochód i zająłem miejsce kierowcy. Włożyłem kluczyk do stacyjki i spojrzałem na blondynkę. Darcy siedziała skulona i patrzyła się w jakiś punkt za szybą. Westchnąłem zmartwiony i odpaliłem silnik. Wbiłem pierwszy bieg i naciskając powoli gaz, ruszyłem.
-Gdzie mój telefon?- spytała cicho Darcy. Nie odpowiadając i spuszczając wzroku z jezdni, wyciągnąłem prawą ręką telefon z kieszeni spodni i podałem blondynce.
***1,5 h później***
Zatrzymałem samochód tuż pod domem Darcy i zgasiłem silnik. Blondynka odwróciła głowę w moją stronę i spojrzała na mnie załzawionymi oczami. Ciarki przeszły po całym moim ciele. Nie miałem pojęcia co się dzieje i to mnie najbardziej przerażało.-Proszę, chodź ze mną- zwróciła się do mnie szeptem dziewczyna i dotknęła mojej dłoni, którą trzymałem na skrzyni biegów. Pod wpływem dotyku dziewczyny, po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Pokiwałem twierdząco głową, a Darcy odpięła swój pas i wysiadła z samochodu. Zrobiłem to samo i zamknąwszy samochód podszedłem do niej. Złapałem ją za dłoń , a ta lekko pociągnęła mnie w stronę wejścia do domu. Otworzyła drzwi i weszliśmy do środka. Ściągnęliśmy kurtki i buty, i ruszyliśmy do salonu, w którym zastaliśmy rodziców Dars. Mamę Darcy poznałem już jakiś czas temu, ale jej tatę widziałem pierwszy raz. Uśmiechnąłem się lekko i przywitałem się słowami "Dzień dobry".
-Siadajcie- odezwał się do nas ojciec Dars i wskazał ręką dwa wolne fotele, więc zająłem jeden z nich, a na drugim usiadła Dars.
-Darcy, kochanie.- zaczęła mama Darcy, która również nie wyglądała na szczęśliwą.Wzięła głęboki wdech i kontynuowała- Wiemy, że babcia była, znaczy jest, kimś dla ciebie bardzo bliskim, ale to ona nam nie pozwoliła powiedzieć Ci o chorobie, ........ale babci zostało...... już zaledwie kilka dni życia, więc........musieliśmy Ci powiedzieć. Babcia ma guza mózgu.....nic jej już .....nie pomoże-skończyła mówić matka Darsy i wybuchnęła płaczem. Pan Cowell objął ją ramieniem i pocałował w czubek głowy.
-Dars to było dla twojego dobra, po prostu nie chcieliśmy Cię martwić i ...
-Nie chcieliście mnie martwić!?- krzyknęła zapłakana Dars , wstając z fotela, po czym ironicznie się zaśmiała- A nie pomyśleliście, że chciałabym być teraz przy niej?
Blondynka odwróciła się i szybko wybiegła z salonu. Siedziałem sparaliżowany. Usłyszałem trzask drzwi i zerwałem się z miejsca. Równie szybko wybiegłem z salonu. W przedpokoju ubrałem szybko buty i wziąłem z wieszaka kurtkę. Otworzyłem drzwi i rozejrzałem się w poszukiwaniu blondynki. Zauważyłem ją idącą jakieś 200 m od domu, więc szybko zerwałem się z miejsca i zacząłem biec w jej kierunku.
*****PERSPEKTYWA DARCY*****
Szłam przed siebie, co chwilę pociągając nosem. Nie przejmowałam się łzami lecącymi z moich oczu, dałam upust emocjom. Właśnie tracę jedną z najbliższych osób w moim życiu. Tęskniłam za nią cholernie. Chciałabym ją przytulić i powiedzieć jak bardzo ją kocham, ale ona jest tak daleko (mieszka w Londynie). Wytarłam rękawem mokre policzki i zwolniłam trochę tempo marszu. Spuściłam głowę i założyłam ręce na klatkę piersiową. -Darcy, poczekaj!- usłyszałam za sobą krzyk Justina. Niechętnie odwróciłam się w jego stronę. Wolnym krokiem podszedł do mnie, a ja mocno się w niego wtuliłam.
-Darcy, proszę nie płacz.-powiedział do mnie chłopak, gładząc mnie po plecach.
-Chciałabym, ale to jest dla mnie za trudne.-odpowiedziałam, pociągając nosem.
-Wiesz, że na mnie możesz zawsze liczyć?-spytał się mnie chłopak.
-Tak- szepnęłam i lekko się do niego uśmiechnęłam. Przyjemny zapach perfum Justina poprawił mi trochę humor, ale nie na tyle, żeby o wszystkim zapomnieć. To było raczej w ogóle niemożliwe. Złość na rodziców, a do tego myśl, że za niedługo moja babcia odejdzie i nigdy więcej jej nie zobaczę, powodowały, że byłam w totalnej rozsypce.
______________________________________________________
Postanowiłam, że będę szczera, więc powiem wam wszystko co myślę. Zastanawiałam się ostatnio i doszłam do wniosku, że pisanie bloga jest naprawdę trudne. Ostatnimi czasu po prostu brakuje mi chęci, weny, a przede wszystkim czasu. Nie wiem ile rozdziałów uda mi się jeszcze napisać. Chciałam, żeby ten był znacznie dłuższy, ale po prostu zabrakło mi motywacji. Przepraszam Was za to.
Przepraszam jeśli wystąpią błedy, a na pewno tak będzie, gdyż nie mam nawet ochoty sprawdzać. Po prostu, gdy czytam i sprawdzam, dochodzę do wniosku, że nie wiem, czy sens jest w ogóle pisać, bo to co piszę nie jest ani dobrze napisane, ani ciekawe.
Następny rozdział nie wcześniej niż w weekend. Dziękuję za wszystko i przepraszam.
To tyle co chciałam powiedzieć, właściwie napisać. Miłej lektury.!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz