sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 5.



16 Marca, godzina 19.42
Głośny huk wywołany uderzeniem drzwi o ścianę nagle nas wystraszył. Odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegł hałas. Na schodkach stała wściekła Amber. Szybkim krokiem zeszła ze schodków i podeszła w moją stronę, stając ze mną twarzą w twarz.
-On jest mój rozumiesz!? Więc co się wpieprzasz? - krzyknęła do mnie zła szatynka, zmniejszając odległość między nami. Wściekły wyraz twarzy, raczej mnie nie straszył tylko powodował chęć wybuchnięcia śmiechem. Z trudem się od tego powstrzymałam, ale przypomniałam sobie powagę sytuacji. Amber jest nieobliczalna i nie wiadomo co wymyśli.
-Justin nie jest niczyją własnością- odpowiedziałam pewnie w stronę Amber, a ta mocnym ruchem pchnęła mnie. Upadłam tyłkiem na zimny chodnik. Przez chwilę Amber i Justin patrzyli na mnie ze zdziwieniem. No tak siły to ja nie mam. Justin nagle się ocknął i wściekły zaczął coś krzyczeć do Amber. Nie zwracając na siebie niczyjej uwagi, zła, smutna i zawiedziona wstałam z chodnika i ruszyłam na palcach w kierunku swojego domu. Słyszałam jeszcze przez chwilę krzyki Amber i Justina, ale nie przejmowałam się nimi. Znikając za zakrętem, otrzepałam rękami spodnie i zaczęłam iść normalnie. Nagle poczułam spływającą po moim policzku łzę. Przetarłam policzek rękawem i przyśpieszyłam kroku. Wsiadłam do odpowiedniego autobusu i chwile później znajdowałam się na moim osiedlu. Było ciemno, a ulice oświecało światło z latarni i ,będący dzisiaj w pełni ,księżyc. Szłam powolnym krokiem i wtedy zdałam sobie sprawę co prawie się wydarzyło. Czy to znaczyło, że Justin czuje do mnie to samo, co ja czuję do niego? Nie, to niemożliwe. Pewnie dał się ponieść chwili, a jutro będzie mnie przepraszał i prosił, żebym zapomniała. Tylko jest malutki problem, ja nie potrafię tego zapomnieć. Zbyt mocnym uczuciem darzę Justina, żeby zapomnieć o tym, że prawie się pocałowaliśmy. Cała obecna sytuacja jest dla mnie trudna. Nie mogę okazać moich prawdziwych uczuć, a osobie, którą kocham nie mogę nawet powiedzieć "kocham cię". Gdybym to zrobiła, zniszczyłabym tej osobie życie. W końcu Justin ma dziewczynę, a skoro wciąż z nią jest, to ją kocha. Proste i logiczne, by się wydawało, bo skoro ma dziewczynę to czemu chciał mnie pocałować? Pełna pytań, na które nie znałam odpowiedzi weszłam do domu.
W tym samym czasie
***PERSPEKTYWA JUSTINA***

 Amber z całej siły pchnęła Darcy, a ta upadła na chodnik. Zdezorientowany spojrzałem na blondynkę i nie wiedziałem co powinienem zrobić. Nie wiedziałem, czy zły rzucić się na Amber, czy podejść do Dars i jej pomóc. Po chwili się ocknąłem i zły podszedłem do Amber.
-Czy ty choć czasami używasz tego co masz w głowie!? Bo co raz częściej sprawiasz wrażenie, że nie.- mówiłem ze złością do Amber- Nie zapominaj, że naz związek to czysta ustawka.
-Nie, to ty nie zapominaj. Nasz związek może i jest udawany, ale tylko ty i ja o tym wiemy, więc mając dziewczynę nie powinieneś całować się z inną, czyż nie !?- krzyczała szatynka.
-Ale ja do ciebie nic nie czuję, zrozum to. I chcę w końcu skończyć to chore przedstawienie. Mam gdzieś, czy rozpowiesz to co się wydarzyło.-powiedziałem i odwróciłem się, żeby podejść do Darcy, jednak nigdzie jej nie zauważyłem. Usłyszałem za sobą jedynie drwiący śmiech Amber.
-Co księżniczka zostawiła swojego księcia?-powiedziała po czym znów się zaśmiała, a ja najchętniej uderzyłbym w ją w twarz.- Nie zostawię tego tak. Nikt ze mną nie zrywa, bo to ja zrywam z innymi. Nie będziesz mój, nie będziesz niczyj.

Szatynka zmierzyła mnie wzrokiem i wymijając mnie poszła z powrotem do szkoły. Ze złości kopnąłem w kamień leżący przede mną. Byłem wściekły, a zarazem wystraszony. Byłem zły, że pozwoliłem odejść Darcy, ale bardziej bałem się, że Amber wymyśli coś głupiego i zamiast zrobić coś mnie, zrobi coś Darcy, raniąc przy tym ją i mnie. Nie przejmowałem się, że rozpowie nawet całej szkole co się takiego wydarzyło. Było mi to zupełnie obojętne. Bardziej obawiałem sie o Dars. Amber ma wielu różnych znajomych i niewiadomo jaki plan zemsty wpadnie jej do głowy. Chciałbym teraz być z Darcy, przytulić ją i zapewnić jej bezpieczeństwo. Byłbym chociaż pewny, że nikt nie zrobi jej krzywdy. Kochałem ją  i nie mam teraz na myśli miłości braterskiej. Mam na myśli miłość, którą darzysz tylko jedną osobę w życiu. Pierwszy raz bez zastanawiania się, mogłem powiedzieć kto jest dla mnie najważniejszy.
 Nie mając ochoty wracać ani na imprezę, ani do domu, usiadłem na krawężniku chowając twarz w dłonie.

19 Marca, godzina 10.10
Usłyszałam gwizdek, ogłaszający, że teraz kolej mojej drużyny wejść na boisko do piłki nożnej. Niechętnie wstałam z ławki i ruszyłam w stronę grupy dziewczyn, które kłóciły się o to kto ma zostać bramkarzem. Trochę wkurzona ustąpiłam i stanęłam na bramce. Założyłam na ręce rękawic i dwa razy klepnęłam dłońmi o siebie.  Naszą drużyną przeciwną była drużyna Abbie, przyjaciółki Amber, której kapitanem była kochana Amber.  Nauczycielka zagwizdała i mecz się zaczął. Jak to bywa w czasie gry dziewcząt w piłkę nożną, wszystkie rzuciły się na piłkę i zaczęły się lekko mówiąc kopać. Po chwili jednej dziewczynie z drużyny przeciwnej udało się zabrać piłkę i zaczęła biec w moim kierunku. Niestety będąc w polu karnym, dziewczyna z mojego zespołu zrobiła wślizg, uderzając tylko w nogi dziewczyny z piłką, a ta upadła. Nauczycielka zagwizdała faul i tak o to miałam bronić karnego. Wuefistka kazała ustawić się wykonawczyni karnego jedenaście metrów przed bramką, a wtedy przed grupę dziewczyn wystąpiła Amber. Ustawiła się kilka kroków przed piłką i czekała na gwizdek nauczycielki. Wuefistka przyłożyła gwizdek do ust, wzięła głęboki wdech i usłyszałyśmy głośny gwizdek. Amber rozpędziła się i z tak zwanego "kadziana" kopnęła piłkę z całej siły. Zauważywszy, że piłka leci prosto w stronę mojego czoła, nie potrafiłam się ruszyć. Zamurowało mnie. Lecąca z dużą prędkością piłka uderzyła o moje czoło, a ja poleciałam do tyłu.
-Darcy, Darcy!- usłyszałam spokojny głos wuefistki. Powoli otworzyłam oczy i zauważyłam kilkanaście głów nachylających się nade mną, w tym szeroko uśmiechającą się Amber.
-Nic mi nie jest-odpowiedziałam i powoli się podniosłam.
-Pójdź się przebrać i przyjdź do mnie. Dzisiaj już nie będziesz ćwiczyć.--powiedziała do mnie wuefistka i podała mi klucz do szatni dziewcząt.
Przekręciłam kluczyk w drzwiach i weszłam do pomieszczenia. Wzrokiem odnalazłam moją torbę i podeszłam do niej. Wyciągnęłam butelkę wody i upiłam z niej łyk cieczy. Schowałam z powrotem butelkę do torby i ściągnęłam z siebie koszulkę na w-f. Schowałam ją do torby, ale nie mogłam znaleźć czystej koszulki, w której przyszłam do szkoły. W tym momencie drzwi szatni się otworzyły i do pomieszczenia wpadła Amber trzymająca w ręce swój telefon.
-Uśmiech!- krzyknęła i zrobiła mi zdjęcie telefonem. Chwyciłam do rąk pierwszą lepszą rzecz i się nią zakryłam.
-Wyjdź stąd!- krzyknęłam wściekła i wskazałam głową drzwi. Po chwili Amber nie było już w szatni. Podeszłam do drzwi i przekręciłam od środka kluczykiem. Rzuciłam rzecz, którą się zakrywałam i wkładając głęboko rękę do torby, wyczułam moją koszulkę. Założyłam ją na siebie i wściekła usiadłam na podłodze. Złapałam moją butelkę z wodą i rzuciłam nią o ścianę. Złość ogarnęła mnie całą. Wstałam z podłogi przetarłam ręką czoło. Ściągnęłam z siebie sportowe ciuchy i założyłam ubranie. Rozczesałam lekko pokręcone włosy i popsikałam się perfumami. Założyłam na plecy plecak, a torbę przerzuciłam przez ramię. Zgasiłam światło i zabrałam kluczyk, wyciągając go z zamka. Przekręciłam drzwi na klucz  i udałam się na salę gimnastyczną, na której znajdowała się moja wuefistka. Stanęłam w drzwiach na salę, a wuefistka zauważywszy mnie podeszła do mnie. Skłamałam, że źle się czuję, a ta pozwoliła pójść mi do domu. Tak właściwie nie skłamałam. Źle się czułam, ale raczej mam na myśli stan psychiczny. Świadomość, że ktoś posiada twoje zdjęcia bez koszulki nie jest miłe, a do tego nie widziałam Justina od zdarzenia, które miało miejsce po imprezie i nie zobaczę go przez najbliższe dwa dni, bo wyjechał z rodzicami do rodziny, do Los Angeles, więc niestety zostałam sama. Głośno westchnęłam i ruszyłam ku wyjściu z budynku.

20 Marzec, godzina 07.40
Wsiadłam do samochodu i zamknęłam drzwi. Odłożyłam plecak na nogi i oparłam się na siedzeniu. Moja mama wsiadła i przekręciła kluczyk w stacyjce, odpalając silnik. Dzisiaj wyjątkowy dzień. Moi rodzice mają wolne, więc mama zadeklarowała, że odwiezie mnie do szkoły. Oparłam głowę o szybę i patrzyłam na ludzi idących ulicami Nowego Jorku, a w mojej głowie znów pojawił się obraz uśmiechniętego Justina. Coś jest ze mną nie tak. Nie potrafię wytrzymać chwili nie myśląc o Justinie. Wyjechał cztery dni temu, a ja się czuję jakbym go nie widziała przez miesiąc. Stęskniłam się za nim. Miałam ochotę znów spojrzeć w jego czekoladowe tęczówki i na chwilę w nich utonąć, poczuć jego dotyk, a szczególnie obecność. Zrezygnowana i smutna z faktu, że dopiero jutro go zobaczę głośno westchnęłam i oparłam głowę na rękach.
-Ktoś się zakochał- powiedziała moja mama kładąc rękę na moim kolanie.
-Wcale, że nie- powiedziałam, a na jej słowa, mimo swojej woli się uśmiechnęłam.
-Udajmy, że ci wierzę- powiedziała i puściła oczko- To wysiadaj, jesteśmy już pod szkołą.
Cicho westchnęłam i złapałam za jedno ramię mój plecak. Pocałowałam mamę w policzek i powoli wysiadłam z samochodu. Odchodząc, jeszcze się odwróciłam. Mama pomachała mi, szeroko się przy tym    uśmiechając. Odmachałam i ruchem ręki wskazałam mamie, że ma odjechać. Odwróciłam się i ruszyłam do szkoły. Pchnęłam duże szklane drzwi i znalazłam się w szkole. Przechodząc obok uczniów, czułam, że wszyscy na mnie patrzą. Wszyscy patrzyli w swoje telefony, później na mnie, a następnie wybuchali głośnym śmiechem. Zdezorientowana ich zachowaniem spuściłam głowę i dalej szłam w kierunku mojej szafki. Wyciągnęłam kluczyk i otworzyłam drzwiczki szafki, a pod moje nogi spadła złożona kartka. Podniosłam ją i powoli rozłożyłam. Dokładnie analizowałam każdy szczegół widniejący na kartce. "Może to wystarczy, żeby Justinek stwierdził, że jesteś nic nie warta i z podkulonym ogonem wróci do mnie. Powinnaś mi też podziękować, bo w końcu stałaś się rozpoznawalna w szkole ;) Miłego oglądania zdjęcia na dole, ale również możesz je poogladać tutaj nyhighschool.com/aada=d?113*"- przeczytałam napisany ręcznie tekst nad moim zdjęciem bez koszulki. Z moich oczu popłynęły łzy. Co takiego jej zrobiłam, że robi mi takie świństwo? Miałam dość. Zaczynałam żałować przeprowadzki, przyjścia tutaj do szkoły. Trzasnęłam drzwiczkami szafki i zaczęłam biec w stronę wyjścia, wycierając co jakiś czas mokre od łez policzki. Ocierałam się o rówieśników idących w kierunku klas, w których mięli mieć pierwsze lekcje. Za sobą słyszałam tylko głupie komentarze i śmiechy, za równo jak chłopaków, jak i dziewczyn. Po chwili zauważyłam przed sobą drzwi.Wybiegłam ze szkoły i ruszyłam przed siebie. Szłam w nieznanym mi kierunku i co jakiś czas wycierałam mokre od łez policzki. Przechodzący obok mnie ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę, a czy było coś dziwnego w tym, że zraniona dziewczyna płacze idąc po mieście? Doszłam do Times Square i stanęłam w miejscu, w którym widziałam całą okazałość ulicy. Może nie wyglądało to, aż tak pięknie jak w nocy, ale teraz również zachwycało. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam robić zdjęcia. Na chwilę zapomniałam o całym świecie.
 
20 Marzec, godzina 17.28
Weszłam zziębnięta i przemoczona do domu. Wyprawa w nieznane części Nowego Jorku nie była najlepszym pomysłem. Na szczęście po kilku przesiadkach z autobusów, metra udało mi się dotrzeć do domu. Jedynym plusem było to, że zaczął padać deszcz, dzięki czemu nikt nie mógł zauważyć moich łez. Ściągnęłam z siebie kurtkę i buty i weszłam do salonu, w którym siedzieli moi rodzice.
-Cześć. Jakby co, nie ma mnie dla nikogo- rzekłam wycierając rękawem mokre policzki. Nie czekając na odpowiedź szybko pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Przytuliłam do siebie moją ulubioną poduszkę i patrzyłam w sufit. Życie jest czasami niesprawiedliwe, co nie? Jednak wierzę w to, że za te wszystkie trudy, sprzeciwności losu i niesprawiedliwości będziemy nagrodzeni. Dlatego wiem, że muszę się podnieść i po prostu zapomnieć, ale łatwo mi mówić, gorzej zrobić. Znowu wybuchnęłam płaczem. Przytknęłam poduszkę do twarzy, próbując stłumić mój szloch. Poczułam nieprzyjemne dreszcze przechodzące przez moje ciało. Wystraszona, że będę chora, wstałam z łóżka, przetarłam twarz koszulką i poszłam do garderoby po piżamę. Usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie ruszyłam się z miejsca, bo w końcu od czego są rodzice.
-Darcy, ktoś do ciebie!- usłyszałam głos krzyczącego z parteru taty.
-Mówiłam, że dla nikogo mnie nie ma!- odkrzyknęłam i weszłam do łazienki. Zamknęłam drzwi i ściągnęłam mokre ciuchy. Ostatni raz sprawdziłam, czy drzwi na pewno są zamknięte i stwierdziłam, że teraz zawsze będę to robić. Weszłam pod prysznic i odkręciłam ciepłą wodę. Przyjemny strumień ciepłej wody otulił moje ciało. Nałożyłam na siebie słodko pachnący truskawkowy żel pod prysznic i poczułam się jak w raju. Słodki zapach rozniósł się w łazience. Na chwilę zapomniałam o otaczającej mnie rzeczywistości.
Wyszłam z kabiny i powycierałam mokre ciało puszystym ręcznikiem. Założyłam piżamę i spojrzałam w lustro. Lekko się uśmiechnęłam i rozczesałam mokre włosy. Odkluczyłam drzwi łazienki i weszłam do mojego pokoju.
-Aaaaa!-pisnęłam, gdy zauważyłam.......

__________________________________________________________________
Po pierwsze dedykuję ten rozdział kochanym: @olaoleksy i @mariola1203. Dziękuję za wspieranie i motywanie mnie do pisania ;)
Po drugie, znów przepraszam, że krótki, ale nie miałam innego pomysłu jak go zakończyć.
Po trzecie, kolejny rozdział - poniedziałek, wtorek, bo postaram się napisać dłuższy. 
Więc przepraszam za wszystkie błędy i dziękuję za każdą odsłonę bloga ;)
Zapraszam na moje konto na twitterze : @macyofficial1
Kocham Was!! Xxx

2 komentarze:

  1. ogólnie świetnie piszesz aż chce się czytać czekam na nexta<333♫

    OdpowiedzUsuń
  2. 44 year-old Administrative Assistant IV Luce Shimwell, hailing from Arborg enjoys watching movies like Topsy-Turvy and BASE jumping. Took a trip to Su Nuraxi di Barumini and drives a Ferrari 250 GT Cabriolet. fantastyczna tresc

    OdpowiedzUsuń